Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii

Paweł Borys Henelt
‹Plany rakiety X-1 zaginęły›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPlany rakiety X-1 zaginęły
Data wydanialuty 2014
Autor
Wydawca Wielki Sen
SeriaSeria z Warszawą
ISBN9788362391585
Format200s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: „Kopan” i „kwasopran”
[Paweł Borys Henelt „Plany rakiety X-1 zaginęły” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Skoro major Wiktor Zaruba, bohater „powieści milicyjnych” Pawła Borysa Henelta, jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli prawa, jakich świat nosi, to i sprawy, którymi się zajmuje, muszą być niezwykłej wagi. W wydrukowanym w 1962 roku na łamach „Słowa Powszechnego” „gazetowcu” „Plany rakiety X-1 zaginęły” próbuje on złapać podstępnych szpiegów, którzy czyhają na genialny polski wynalazek.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: „Kopan” i „kwasopran”
[Paweł Borys Henelt „Plany rakiety X-1 zaginęły” - recenzja]

Skoro major Wiktor Zaruba, bohater „powieści milicyjnych” Pawła Borysa Henelta, jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli prawa, jakich świat nosi, to i sprawy, którymi się zajmuje, muszą być niezwykłej wagi. W wydrukowanym w 1962 roku na łamach „Słowa Powszechnego” „gazetowcu” „Plany rakiety X-1 zaginęły” próbuje on złapać podstępnych szpiegów, którzy czyhają na genialny polski wynalazek.

Paweł Borys Henelt
‹Plany rakiety X-1 zaginęły›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPlany rakiety X-1 zaginęły
Data wydanialuty 2014
Autor
Wydawca Wielki Sen
SeriaSeria z Warszawą
ISBN9788362391585
Format200s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Kimkolwiek był Paweł Borys Henelt (biorę nawet pod uwagę opcję, że to pseudonim literacki), trzeba przyznać, że jako autor „powieści milicyjnych” niezbyt wysokich lotów, wykazywał się mimo wszystko sprawnością warsztatową. O co nie było wcale tak łatwo, publikując jedynie na łamach gazet codziennych. Przyglądając się jednak jego tekstom publikowanym po latach w wersjach książkowych przez warszawskie wydawnictwo klubowe Wielki Sen, można dostrzec ewolucję – każdy kolejny był bardziej rozbudowany fabularnie i, co za tym idzie, dłuższy. O ile jego debiutancki „gazetowiec”, czyli drukowany na łamach „Słowa Powszechnego” „Zaginiony milion” (1959), można zakwalifikować jako dłuższe opowiadanie, to pochodzące z roku następnego „Dzieje jednej nocy [Ostatnia noc profesora Krzyńskiego]” są już mikropowieścią. A dzieło trzecie w kolejności, to jest „Plany rakiety X-1 zaginęły” – są już pod względem rozmiarów powieścią pełną gębą.
„Plany…” również pierwotnie ukazały się w „Słowie Powszechnym”, tyle że w 1962 roku: odcinek pierwszy w numerze czwartym, a ostatni (sześćdziesiąty trzeci) – w dziewięćdziesiątym dziewiątym. Co świadczyłoby o tym, że publikacja tej historii nie miała charakteru ciągłego. W formie książkowej ta, przede wszystkim szpiegowska, opowieść ujrzała światło dzienne nieco ponad pół wieku po premierze. Czy warto było na nią czekać? Zależy co kto lubi. Pewne jest bowiem jedno: to typowa literatura rozrywkowa; w XIX wieku często określano ją mianem „wagonowej”. Choć akurat gdyby ktoś chciał w czasie podróży pociągiem przeczytać całe „Plany rakiety X-1 zaginęły”, musiałby zdecydować się na nieco dłuższy wojaż. Ot, na przykład ze Szczecina do Warszawy.
Zapoznając się z fabułą powieści Henelta, z miejsca odnosi się wrażenie, że autor inspirował się głównie powieściami sensacyjno-szpiegowsko-fantastycznymi sprzed lat. Pokrewnymi stylistycznie są chociażby „Puama E” (1936) z cyklu „Wielkich gier Bernarda Żbika” czy też dwa tuż powojenne dzieła Zygmunta Sztaby – „Eryk Müller poszukuje siostry” (1946) oraz „Giełda przestaje notować” (1947). Co je łączy? Fantastyczne i złowrogie wynalazki, na jakie wpadają genialni, chociaż nie zawsze docenieni fizycy czy chemicy. W „Planach…” Henelta tę rolę pełni profesor Hieronim Poster oraz dwoje jego bliskich współpracowników: asystentka Irena Sawa i magister Barcz. Zanim jednak pojawią się oni na kartach książki, trochę czasu musi minąć. Co się wtedy dzieje? Pisarz wprowadza na arenę swojego ulubionego bohatera – „polskiego Sherlocka Holmesa”, czyli majora Wiktora Zarubę z Komendy Głównej MO w Warszawie.
Po rozwikłaniu zagadki zuchwałej kradzieży miliona złotych z jednego z warszawskich banków (co miało miejsce w „Zaginionym milionie”) oraz wyjaśnieniu tajemnicy zabójstwa profesora Albina Krzyńskiego (vide „Dzieje jednej nocy”) dzielny oficer staje się postacią rozpoznawalną, peerelowskim milicyjnym celebrytą. Wszyscy go znają, wielu szanuje, a ci, co mają się bać, czyli ludzie z półświatka – na dźwięk jego nazwiska trzęsą portkami. Zwłaszcza że, jak głosi fama, Zaruba rozprawił się nawet z bandą „Niewidzialnego”. Kto to? Tę historię czytelnicy poznali z powieści „Nieuchwytny”, którą „Słowo Powszechne” wydrukowało jednak dopiero po „Planach…”, a więc w odwrotnej kolejności chronologicznej. W każdym razie kiedy w czasie nocnego powrotu do domu ktoś próbuje majora zabić, jego kompani – kapitan Michał Mielżyński, porucznik Zbigniew Madej i lekarz Zenon Pajewski – biorą pod uwagę, że za zamachem mogą stać niedobitki szajki. Ewentualnie inna grupa przestępcza, którą major aktualnie rozpracowuje, a na czele której stoi niejaki „Hrabia”.
Wtedy jeszcze Zaruba nie ma pojęcia o tym, że to działanie prewencyjnie jeszcze kogoś innego. Osób, które nie chcą dopuścić do tego, by zajął się on kolejnym dochodzeniem. Jakim? Major dowiaduje się o tym dopiero następnego dnia,, gdy bezpośredni szef wzywa go na spotkanie z trzema tajemniczymi oficerami: pułkownikami Zakrzewskim i Rudnickim oraz kapitanem Zającem. I chociaż w powieści nie jest to stwierdzone wprost, raczej nie ma wątpliwości co do tego, że są oni funkcjonariuszami kontrwywiadu wojskowego PRL (po reorganizacji dokonanej w 1957 roku zajmował się tym Zarząd I Wojskowej Służby Wewnętrznej). Czego mogą chcieć od skromnego milicjanta z Komendy Głównej? Otóż kilka tygodni wcześniej z kasy pancernej tajnego, nadzorowanego przez wojsko, laboratorium profesora Postera zniknęły plany wykonanej z „kopanu” (to nowy rodzaj stali o nadzwyczajnych właściwościach) rakiety Bumerang X-1, która byłaby w stanie ekspresowo wynieść człowieka na Księżyc. Byłoby to możliwe dzięki kolejnemu wiekopomnemu wynalazkowi – paliwu płynnemu o dużej mocy, które wymyślili Sawa i Barcz (i nazwali „kwasopranem”).
I pomyśleć, że to wszystko zrodziło się w głowach naukowców nie ze Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii, nawet nie w umysłach badaczy sowieckich, ale w naszych – polskich i ludowych! Tyle że zniknęło. Z sejfu pilnowanego dzień i noc przez trzech żołnierzy (oficera i dwóch podoficerów). Jeśli to stało się naprawdę, to musiała zadziać się jakaś sztuczka magiczna. Ale major Zaruba nie wierzy w magię, dlatego stawia tezę, że plany Bumerangu wciąż znajdują się dobrze ukryte przez złodzieja na terenie laboratorium. Z kilkoma swoimi ludźmi wprowadza się więc do odciętego od świata osiedla i zaczyna śledztwo. To z kolei wywołuje efekt domina, ponieważ MO z pomocą kolegów z kontrwywiadu wojskowego trafiają na ślad jeszcze innej (niż dwie wcześniej wspomniane) organizacji przestępczej. Powstała ona w Szwajcarii w czasach pierwszej wojny światowej, a jej zakres działalności pod wieloma względami przypomina – tak, to nie żart! – znane z filmów o agencie 007 Widmo (Spectre).
Biorąc pod uwagę, że „Plany…” zaczęto drukować wiosną 1962 roku niemożliwe jest, aby autor miał jakiekolwiek szanse poznać na przykład filmową wersję „Doktora No” (premiera miała miejsce dopiero w październiku, lecz nie w Krajach Demokracji Ludowej). Chyba że Henelt miał dostęp do niepublikowanych w Polsce Ludowej powieści Iana Fleminga. Nie można jednak wykluczyć, że zaczerpnął ten koncept z innych klasycznych opowieści sensacyjnych, jak chociażby od Arthura Conana Doyle’a. Nie zmienia to w niczym faktu, że dzieło Polaka trudno zaliczyć do literatury wysokich lotów. Nie dorównuje ani książkom Doyle’a, ani Fleminga. Po latach czyta się je co najwyżej jako ramotkę-ciekawostkę, w której ego głównego bohatera rozdęte jest aż do granic przyzwoitości. Przed majorem Zarubą niemal wszyscy rozpościerają czerwone dywany. Pod jego wpływem nawet groźni przestępcy gotowi są zrezygnować z mało chlubnego fachu i zostać patriotami. Kobiety wręcz marzą o tym, aby je posiadł.
Ale czy temu ostatniemu można się dziwić, skoro w powieści Paweł Borys Henelt tak opisuje oficera MO: „Zaruba był rzeczywiście uosobieniem męskiej urody. Nad wysokim czołem piętrzyła się rozwichrzona podczas snu ciemna czupryna, a pod nią, w oprawie długich, dziewczęcych rzęs, lśniły duże, jasnoniebieskie oczy. Prosty nos i może nieco twardy zarys brody nadawały tej twarzy wyraz męskiej siły. Spomiędzy czerwonych, gwiżdżących w tej chwili warg, błyskały białe i piękne zęby”. Jak się nie zachwycić.
koniec
9 lutego 2024

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: W kamienicy na Złotej
Sebastian Chosiński

12 IV 2024

W 1957 roku, na fali październikowej „odwilży”, swój powieściowy debiut opublikowała – dotychczas zajmująca się głównie dziennikarstwem – Anna Kłodzińska (w tym momencie miała już czterdzieści dwa lata). Wtedy nikt jeszcze nie mógł przewidywać, że za sprawą książki „Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny” na literacką scenę wkroczy jedna z najbardziej znanych postaci peerelowskiej literatury kryminalnej.

więcej »

Destrukcyjne układy
Joanna Kapica-Curzytek

11 IV 2024

W czeskiej powieści kryminalnej „Pięć martwych psów” najważniejsze są zwierzęta, i to nie tylko te tytułowe. Zespół śledczych z Ołomuńca musi poradzić sobie z trudnym zadaniem.

więcej »

Jeszcze jeden dzień bliżej naszego zwycięstwa
Joanna Kapica-Curzytek

8 IV 2024

„W mieście wojna” jest czymś więcej niż kroniką oddająca realia życia po agresji Rosji na Ukrainę. To głos wolności, niosący ducha niezłomności i mocny protest przeciwko wojnie.

więcej »

Polecamy

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie

Stare wspaniałe światy:

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.