Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 maja 2024
w Esensji w Esensjopedii

Can
‹Landed›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLanded
Wykonawca / KompozytorCan
Data wydania12 września 1975
Wydawca Virgin Records
NośnikWinyl
Czas trwania40:23
Gatunekambient, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Michael Karoli, Irmin Schmidt, Holger Czukay, Jaki Liebezeit, Olaf Kübler
Utwory
Winyl1
1) Full Moon on the Highway03:33
2) Half Past One04:39
3) Hunters and Collectors04:20
4) Vernal Equinox08:48
5) Red Hot Indians05:41
6) Unfinished13:21
Wyszukaj / Kup

Nie taki krautrock straszny: Średnio udane lądowanie

Esensja.pl
Esensja.pl
W połowie lat 70. zespół Can zmienił wydawcę. Amerykanów z United Artists zastąpili Brytyjczycy z Virgin. Pierwszym albumem, jaki ujrzał światło dzienne z nowym logo na okładce, był „Landed” – najsłabszy z wszystkich dotychczasowych w dorobku formacji z Kolonii.

Sebastian Chosiński

Nie taki krautrock straszny: Średnio udane lądowanie

W połowie lat 70. zespół Can zmienił wydawcę. Amerykanów z United Artists zastąpili Brytyjczycy z Virgin. Pierwszym albumem, jaki ujrzał światło dzienne z nowym logo na okładce, był „Landed” – najsłabszy z wszystkich dotychczasowych w dorobku formacji z Kolonii.

Can
‹Landed›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLanded
Wykonawca / KompozytorCan
Data wydania12 września 1975
Wydawca Virgin Records
NośnikWinyl
Czas trwania40:23
Gatunekambient, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Michael Karoli, Irmin Schmidt, Holger Czukay, Jaki Liebezeit, Olaf Kübler
Utwory
Winyl1
1) Full Moon on the Highway03:33
2) Half Past One04:39
3) Hunters and Collectors04:20
4) Vernal Equinox08:48
5) Red Hot Indians05:41
6) Unfinished13:21
Wyszukaj / Kup
To jest najzupełniej naturalne, że muzyka danego zespołu z biegiem lat ewoluuje. Widać to doskonale na wielu przykładach formacji krautrockowych, które zaczynały karierę pod koniec lat 60. XX wieku. W połowie następnej dekady ich twórczość rzadko przypominała to, co grali, stawiając pierwsze kroki w biznesie. I nie chodzi wcale o to, iż zdobyli nowe umiejętności czy też poszerzyły się ich horyzonty artystyczne. Zmieniły się bowiem gusty muzyczne sporej części dotychczasowych słuchaczy, pojawili się również nowi, których nie interesowały już skomplikowane struktury rytmiczne i harmoniczne, nie oczekiwali dźwiękowych eksperymentów. Którzy chcieli muzyki prostszej i przyjemniejszej. Starzy mistrzowie mieli w takiej sytuacji do wyboru trzy drogi: pierwsza – porzucić twórczość artystyczną i zająć się czymś, co mogło zapewnić godny dochód bez oglądania się na jeżdżącą na pstrym koniu łaskę fanów; druga – dalej robić swoje, skazując się tym samym na coraz większą marginalizację; trzecia – dostosować się do nowych wymogów publiczności, złagodzić przekaz i brzmienie.
Panowie z Can wybrali tę ostatnią, aczkolwiek trzeba przyznać, że uczynili to nie drogą rewolucji, lecz ewolucji. Stopniowe odchodzenie od krautrockowych sofizmatów stało się widoczne już na „Ege Bamyasi” (1972), a kontynuowane na „Future Days” (1973) oraz „Soon Over Babaluma” (1974). Kolejnym krokiem stał się longplay „Landed”. Nagrano go tym samym studiu w Weilerswist pod Kolonią pomiędzy lutym a kwietniem 1975 roku, a światło dzienne ujrzał w połowie września. Na okładce widniało już logo nowego wydawcy – brytyjskiej wytwórni Virgin. Skład zespołu nie uległ zmianie (wciąż więc tworzyli go Michael Karoli, Irmin Schmidt, Holger Czukay i Jaki Liebezeit), ale w jednym z utworów („Red Hot Indians”) pojawił się gość – saksofonista tenorowy Olaf Kübler. Kiedy przyjął on zaproszenie od Czukaya i Schmidta, był już doświadczonym i sprawdzonym w bojach instrumentalistą.
Wcześniej Kübler dał się poznać ze współpracy z saksofonistą Klausem Doldingerem („I Feel so Free”, 1969; „Passport – Doldinger”, 1971); usłyszeć go można było także na jedynym albumie studyjnego projektu The Bridge („Overdrive – Rock/Jazz-Party”, 1972). Jego rola w powstaniu „Landed” była niewielka, ale przecież nie każdy niemiecki muzyk jazzowy czy rockowy miał możliwość wpisać sobie do curriculum vitae kooperację z taką legendą, jaką już w połowie lat 70. był kwartet Can. Krążek otwiera przebojowy numer „Full Moon on the Highway”, w którym wokalnie udzielają się… Irmin Schmidt oraz Holger Czukay. Mając świadomość tego, iż żaden z nich nie jest Luciano Pavarottim czy Placido Domingo, zespół zdecydował się dodać im do towarzystwa przetworzony elektronicznie chórek dziecięcy, który miał prawdopodobnie nieco odwrócić uwagę od wokalnych wyczynów obu panów.
To, co najciekawsze w „Full Moon on the Highway”, dzieje się zatem warstwie instrumentalnej: swampowa, ale i niekiedy zgrzytliwa gitara, fortepian w stylu boogie, wyeksponowany bas. Wszystko wskazuje na to, że utwór ten „uszyty” został pod słuchacza amerykańskiego i tam przede wszystkim, po drugiej stronie Atlantyku, miał robić za przebój. Jeszcze większym zaskoczeniem mogą wydawać się dwie kolejne kompozycje – „Half Past One” oraz „Hunters and Collectors”. Z jednej strony są bliższe tego, co zespół prezentował wcześniej, ale z drugiej – zapowiadają już nowe rozdanie w europejskim rocku. Więcej tu bowiem rockowej alternatywy, a nawet czegoś, co można określić mianem muzyki nowofalowej i – nie zdziwcie się tą nazwą! – pre-postpunkowej. A mówiąc bez ozdobników: w tych dwóch kawałkach Can brzmi jak The Stranglers na „Rattus Norvegicus” (1977) czy „No More Heroes” (1977). Przy czym należy podkreślić, że to Niemcy byli pierwsi, więc jeśli ktoś coś od kogoś zapożyczał, to bezsprzecznie Brytyjczycy od nich.
Specyficzny motoryczny rytm, wpadająca w ucho melodia, wyeksponowany syntezator, mroczna melodeklamacja Michaela Karolego – gdyby ktoś mniej obeznanemu w historii rocka wielbicielowi The Stranglers podjął próbę wmówienia, że to cudem odnalezione najwcześniejsze nagrania jego ulubionej formacji, miałby duże szanse na to, że „wkręcenie” powiedzie się. Stronę A longplaya zamyka niemal dziewięciominutowy „Vernal Equinox”, któremu jest już znacznie bliżej do krautrockowego fundamentu grupy. Choć, gwoli ścisłości, sam w sobie numer jest zadziwiająco nijaki. Ratuje go jedynie partia gitary, a objętość nabija głównie zaskakująco długie wyciszenie. Jeszcze większym kuriozum staje się jednak „Red Hot Indians” (dzisiaj taki tytuł uznany by został najprawdopodobniej za niedopuszczalny), który Olaf Kübler zupełnie niepotrzebnie „ozdobił” optymistyczną solówką saksofonową, będącą obok country’owego „popisu” Karolego najbardziej dojmującym doświadczeniem towarzyszącym odsłuchowi „Landed”.
Próbą przypodobania się starym fanom Can był na pewno zamykający album ponad trzynastominutowy „Unfinished”. To elektroniczno-ambientowy, eksperymentalny krautrock, jakiego nie brakowało na „Monster Movie” (1969) oraz „Tago Mago” (1971). Na plan pierwszy wybijają się klawisze Irmina Schmidta i skrzypce Michaela Karolego. Więcej do powiedzenia ma tutaj również Holger Czukay, który zajął się mixem i przy okazji pobawił się elektroniką. Miał w tym wolną rękę, jego pracy nie przyglądał się bowiem Toby Robinson (to urodzony w Republice Południowej Afryki Brytyjczyk, fachu inżyniera dźwięku uczący się u samego Karlheinza Stockhausena), którego wytwórnia Virgin wynajęła, aby zmiksował utwory, jakie znalazły się na stronie A wydawnictwa (od „Full Moon on the Highway” do „Vernal Equinox”). Co ciekawe, w tym celu posłużono się legendarnym studiem Dietera Dierksa w podkolońskim Stommeln, które jednak, jak się okazuje, akurat formacji Can niezbyt się przysłużyło.
koniec
13 maja 2024
Skład:
Michael Karoli – śpiew, gitara elektryczna, gitara akustyczna, skrzypce
Irmin Schmidt – śpiew (1), organy, syntezator, fortepian elektryczny, fortepian
Holger Czukay – śpiew (1), gitara basowa, efekty elektroniczne
Jaki Liebezeit – perkusja, instrumenty perkusyjne

gościnnie: Olaf Kübler – saksofon tenorowy (5)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie taki krautrock straszny: Odlicz jeszcze raz: Eins, zwei, drei, vier, fünf…
Sebastian Chosiński

27 V 2024

Przed tygodniem zachwycałem się w tym miejscu koncertowym albumem Can „Live in Brighton 1975”. Dzisiaj chronologicznie przyszła kolej na zarejestrowany mniej więcej pół roku później „Live in Stuttgart 1975”. Niestety, tym razem zachwytów nie będzie. Zwłaszcza nad drugim dyskiem w tym dwupłytowym zestawie.

więcej »

Non omnis moriar: „Praska Wiosna”, praska jesień
Sebastian Chosiński

25 V 2024

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album z „trzecionurtowymi” kompozycjami Pavela Blatnego w wykonaniu Orkiestra Jazzowa Radia Czechosłowackiego.

więcej »

Nie taki krautrock straszny: Eins, zwei, drei, vier, fünf, sechs, sieben…
Sebastian Chosiński

20 V 2024

Gdybym w połowie lat 70. ubiegłego wieku mieszkał w Republice Federalnej Niemiec i był fanem krautrocka, nie omieszkałbym wybrać się na koncert Can. Może nawet pojechałbym (i częściowo popłynął promem) do Brighton, choć pewnie nie byłoby to tanie. Po występnie musiałbym jednak uznać, że opłacało się. „Live in Brighton 1975” to najlepszy koncertowy zapis, jaki pozostawił po sobie zespół z Kolonii.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.