Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić

10 najważniejszych koncertów 2009 roku i coś ponadto

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Pod względem ilości koncertów zeszły rok w Polsce był wyjątkowy. Chyba po raz pierwszy zdarzyła się sytuacja, kiedy przeszkodą, by zaliczyć najważniejsze imprezy, nie był tylko ograniczony zasób portfela, ale ich natłok. W okresie wakacyjnym wręcz kolidowały ze sobą. Przypomnijmy sobie o tych najważniejszych.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jakub Stępień, Jacek Walewski

10 najważniejszych koncertów 2009 roku i coś ponadto

Pod względem ilości koncertów zeszły rok w Polsce był wyjątkowy. Chyba po raz pierwszy zdarzyła się sytuacja, kiedy przeszkodą, by zaliczyć najważniejsze imprezy, nie był tylko ograniczony zasób portfela, ale ich natłok. W okresie wakacyjnym wręcz kolidowały ze sobą. Przypomnijmy sobie o tych najważniejszych.
Thanks Jimi Festival – 1 maja – Pola Marsowe (Wrocław)
Jak co roku Leszek Cichoński zorganizował wielki festiwal, w czasie którego po raz kolejny odbyło się bicie rekordu Guinessa w jak największej ilości osób grających razem „Hey Joe”. Gościem specjalnym imprezy był Deep Purple. Choć zespół odwiedza nas ostatnio w miarę regularnie (z oficjalnie niepotwierdzonych jeszcze informacji wynika, że przyjadą także w 2010), lecz, zgodnie z przewidywaniami, było czego posłuchać, a szczególnie gry Steva Morse’a, którego spokojnie można zaliczyć do najlepszych gitarzystów globu. I choć tego dnia zabrakło „Child in Time” (Gillan już takich wysokich tonów niestety nie wyciągnie…) to pozostałych przebojów grupy słuchało się świetnie („Smoke on the Water” i „Hush” zabrzmiały cudownie), a pięknym momentem było klawiszowe solo Dona Aireya, z wplecionymi weń fragmentami Mazurka Dąbrowskiego oraz „Poloneza As-dur” Chopina.
Koncert XX Lat Wolności – 4 czerwca – Plac Teatralny (Warszawa)
Z okazji dwudziestolecia upadku komuny, na Placu Teatralnym odbył się niezwykły koncert. Wzięła w nim udział plejada artystów, których śmiało można nazwać legendarnymi: Aya RL, Brygada Kryzys & Dezerter, Dżem, Klaus Mitffoch, Kobranocka, Lady Pank, Perfect, Piersi, Republika, Sztywny Pal Azji, T.Love, Turbo i Voo Voo. Choć każdy z nich zagrał zaledwie po kilka utworów, to jednak zobaczenie na jednej scenie tylu tak znaczących dla polskiej muzyki i kultury zespołów było przeżyciem nie do opisania.
Heineken Open’er Festival – 2-5 lipca – Lotnisko Babie Doły (Gdynia)
Muzycznego podsumowania roku nie da się zrobić bez notatki o jednym z najważniejszych wydarzeń w kalendarzu, jakim od kilku lat jest gdyński Open’er. W roku ubiegłym festiwal miał wymiar niemalże historyczny. Po kilkunastoletniej przerwie wystąpiła w naszym kraju kultowa formacja Faith No More i nie przesadzę jeśli napiszę, że przynajmniej połowa publiczności zjawiła się na Babich Dołach właśnie z ich powodu. A już na pewno wyolbrzymieniem nie będzie stwierdzenie, że wszyscy byli tym koncertem zachwyceni, mimo padającego deszczu – choć z drugiej strony nadało to fajny klimat całości i pozwoliło użyć frontmanowi nowego przedmiotu scenicznego, mianowicie parasola. Kto nie widział, niech żałuje – było tak, jak być powinno – istne szaleństwo, na, i pod sceną. Oprócz Faith No More świetny popis dali Anglicy z The Prodigy i trio rodem ze Stanów – Gossip. Podkreślić trzeba także interesujące koncerty poza główną sceną, jak choćby kapitalny występ Contemporary Noise Sextet.
Jane’s Addiction – 9 lipca – Międzynarodowe Targi Poznańskie (Poznań)
Ten koncert był prawdziwą niespodzianką. Pośród innych szumnych zapowiedzi, występ reaktywowanego Jane’s Addiction odbył się po cichu i z zaskoczenia. Nie oznacza to jednak, że sami muzycy nie grali głośno. Nic bardziej mylnego. Farrell, Navarro i koledzy potrafili rozgrzać czterotysięczną publiczność do czerwoności. Tym bardziej szkoda, że tego wydarzenia odpowiednio wcześniej nie wypromowano, by widzów było dwa razy więcej.
U2 – 4 sierpnia – Stadion Śląski (Chorzów)
Przyznam, że kiedy dowiedziałem się, że fani U2 znów umawiają się na różnych forach internetowych, by zrobić słynną biało-czerwoną flagę z publiczności, nie byłem zachwycony. Bałem się, że to będzie odgrzewany kotlet, pozbawiony magii, jaka wytworzyła się w czasie ostatniej wizyty zespołu w Polsce. Na szczęście udało się, nawet jeszcze lepiej! Bono z kolegami do dziś wspominają o tym w wywiadach. A co poza tym? Efektowna scena-pająk i przede wszystkim dwie godziny hitów pierwszej jakości.
Madonna – 15 sierpnia – Lotnisko Bemowo (Warszawa)
Wreszcie! Po tylu latach ostentacyjnego olewania naszego kraju, królowa pop uraczyła polską publiczność swoim występem. Nie wszyscy byli jednak zadowoleni. Głównie ci, który na koncert iść nie zamierzali, czyli członkowie Komitetu Obrony Wiary i Tradycji Narodowych „Pro Polonia”. Tymczasem obyło się bez profanacji świętości, Madonna dała sobie spokój z tanimi prowokacjami w stylu śpiewania na krzyżu i po prostu zagrała rewelacyjny, w pełni profesjonalny koncert. I tylko pozostaje pytanie: „czemu tak późno?”.
Radiohead – 25 sierpnia – Park Cytadela (Poznań)
Radiogłowi po piętnastu latach znów odwiedzili Polskę. Można powiedzieć – nareszcie. Tym razem mieli więcej przebojów do zaoferowania niż jeden „Creep”. Mimo to skupili się na utworach z ostatnich wydawnictw i dali magiczny koncert. Kto nie był może zapoznać się z nim dzięki bootlegowi „Live at Cytadela City Park” (więcej informacji tutaj).
a-ha – 17 listopada – Hala Arena (Łódź)
Drugi występ Norwegów z a-ha może być zarazem ostatnim, jaki u nas zagrają. Trio ogłosiło bowiem, że zamierza zakończyć działalność. Koncert w Łodzi nie wskazywał jednak na to, by coś między muzykami się psuło, ani tym bardziej, że są za starzy, by dać energetyczny show (Morten Harket jako powód ewentualnego rozpadu kapeli wskazuje na swój wiek). Jeśli jednak zdecydują się na rozstanie, będzie ono w wielkim stylu. To się nazywa odejść niepokonanym.
1 2 »

Komentarze

« 1 2
16 I 2010   00:23:00

Oesu, no faktycznie. Kilka tysięcy ludzi zagrało, usiłowało lub udawało, że gra riff "Hey Joe". Zajebiste osiągnięcie godne pomnika. Oddziaływanie poszło takie, że aż się na Haiti zatrzęsło. To pewnie przez ten koncert Deep Purple.

16 I 2010   00:33:41

Tak właśnie było. Skąd wiesz? :)
Amatorska chała piszesz. Tak, zgoda. Ale z sercem, którego brakuje już chyba wielu \"profesjonalistom\"... niestety.

07 I 2011   16:23:07

wieśniackie a-ha ? :/ i kto to pisze ?

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Subtelny ornament krewnego z prowincji
Sebastian Chosiński

13 VIII 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi album Terjego Rypdala nagrany w ramach projektu The Chasers.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: Wczesne kiełkowanie
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 VIII 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Na przykład opublikowanym osobno fragmentem boksu „The Early Years 1965-1972” pod tytułem „1968: Germin/ation” z 2017 roku.

więcej »

Non omnis moriar: U boku Terjego na jazzowe salony…
Sebastian Chosiński

6 VIII 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj pierwszy (z trzech) album Terjego Rypdala nagrany w ramach projektu The Chasers.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Msza dla ortodoksyjnych wyznawców
— Przemysław Pietruszewski

Esensja słucha: Grudzień 2013
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Dawid Josz, Mateusz Kowalski

Underground from Poland: Zbuntowani weterani
— Sebastian Chosiński

Underground from Poland: Zespół na nowe czasy – na „wrzenie Solidarności”
— Sebastian Chosiński

Kopiuj - wklej
— Jakub Stępień

Pot i Kreff – Made in Poland: U2 w bieli i czerwieni
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Komiksowe Top 10: Lipiec 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dziecko, które pamiętało gwiazdy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Sierpień 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Pink Floyd w XXI wieku: Wczesne kiełkowanie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Świat Ultimate jest już zmęczony
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: Najwcześniejsze z wczesnych
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drobna usterka w maszynce
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: Programowe uczucie niedosytu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tygielek, nie tygiel
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: Rysa na murze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.