Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Rune Your Day

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRune Your Day
Wykonawca / KompozytorRune Your Day
Data wydania30 maja 2017
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania40:28
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
André Roligheten, Jørgen Mathisen, Rune Nergaard, Axel Skalstad
Utwory
CD1
1) Living in the Pink Bubble of Hubba Bubba01:44
2) I’ll Dance When Everybody Leaves05:46
3) Exit08:02
4) A Glimpse of Hope [In the Eyes of a Squirrel]06:13
5) Crazy ’Bout Oatmeal06:06
6) Go Ahead Punk!08:33
7) 050004:04
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
[Rune Your Day „Rune Your Day” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jakiś czas temu robiliśmy w „Esensji” przegląd skandynawskich nowości (free)jazzowych opublikowanych przez lizbońską wytwórnię Clean Feed. Minęło kilka miesięcy i okazało się, że do tematu trzeba powrócić. W ostatnich tygodniach ukazało się bowiem kilka kolejnych płyt, które zasługują na szczególną uwagę. Na pierwszy ogień idzie debiutancki album norweskiego kwartetu Rune Your Day. Nie znacie? Tak Wam się tylko wydaje.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
[Rune Your Day „Rune Your Day” - recenzja]

Jakiś czas temu robiliśmy w „Esensji” przegląd skandynawskich nowości (free)jazzowych opublikowanych przez lizbońską wytwórnię Clean Feed. Minęło kilka miesięcy i okazało się, że do tematu trzeba powrócić. W ostatnich tygodniach ukazało się bowiem kilka kolejnych płyt, które zasługują na szczególną uwagę. Na pierwszy ogień idzie debiutancki album norweskiego kwartetu Rune Your Day. Nie znacie? Tak Wam się tylko wydaje.

Rune Your Day

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRune Your Day
Wykonawca / KompozytorRune Your Day
Data wydania30 maja 2017
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania40:28
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
André Roligheten, Jørgen Mathisen, Rune Nergaard, Axel Skalstad
Utwory
CD1
1) Living in the Pink Bubble of Hubba Bubba01:44
2) I’ll Dance When Everybody Leaves05:46
3) Exit08:02
4) A Glimpse of Hope [In the Eyes of a Squirrel]06:13
5) Crazy ’Bout Oatmeal06:06
6) Go Ahead Punk!08:33
7) 050004:04
Wyszukaj / Kup
To prawda: nazwy Rune Your Day mają prawo nie kojarzyć nawet najbardziej zagorzali wielbiciele skandynawskiego free jazzu. Wszak swój debiutancki album zespół ten wydał zaledwie miesiąc temu. Ale z tworzącymi go muzykami rzecz ma się zupełnie inaczej. Każdy z nich obecny jest na scenie jazzowej i jazzrockowej od ponad dekady. Każdy ma na koncie przynajmniej kilkanaście płyt sygnowanych różnymi nazwami. Każdy zdążył już udowodnić, że jest artystą nieprzeciętnym. „Każdy”… czyli konkretnie kto? Liderem grupy i autorem – przynajmniej ogólnych założeń (pamiętajmy bowiem, że mamy do czynienia w dużej mierze z jazzem improwizowanym) – wszystkich kompozycji jest kontrabasista Rune Nergaard, na co dzień udzielający się w Bushman’s Revenge. Do współpracy zaprosił on dwóch saksofonistów: Andrégo Rolighetena (Gard Nilssen’s Acoustic Unity, Friends & Neighbors, Damana) oraz – grającego dodatkowo na klarnecie – Jørgena Mathisena (Damana, Momentum, Krokofant). Skład uzupełnił jeszcze perkusista Axel Skalstad, którego prawdopodobnie polecił Nergaardowi Jørgen, z którym Axel gra w triu Krokofant.
Sesja nagraniowa, której efektem stała się płyta zatytułowana po prostu „Rune Your Day”, miała miejsce w końcu czerwca ubiegłego roku w Skarbretterboligen w Oslo. Album wydała natomiast, chętnie sięgająca po wykonawców z północy Europy, lizbońska wytwórnia Clean Feed. I ten fakt można już uznać za obiektywny miernik jakości; Portugalczycy nie podpisują bowiem kontraktów z artystami, którzy nie prezentują odpowiednio wysokiego poziomu. Ale przecież z drugiej strony: komukolwiek panowie z Rune Your Day sprzedaliby ten materiał, byłby on tak samo dobry. Bo płyta jest doskonała! To czterdzieści minut najprzedniejszego improwizowanego jazzu, w którym nie brakuje też jednak eskapad na poletka rockowe, a nawet punkowe. Co świadczy o tym, że André, Jørgen, Rune i Axel dalecy są od zasklepiania się jedynie w swoim światku. Choć i ten światek trudno byłoby uznać za ograniczony.
Otwierająca album niespełna dwuminutowa kompozycja „Living in the Pink Bubble of Hubba Bubba” ma dwa oblicza: po ostrym wstępie dęciaków następuje znacznie delikatniejsza partia sekcji rytmicznej, po której ponownie ster przejmują saksofoniści. Taka też – w dużej mierze – jest cała płyta: na przemian energetyczna i stonowana. Chociaż – gwoli ścisłości – należy uprzedzić, że przeważają mimo wszystko utwory dynamiczne, w których muzycy rzadko okazują litość słuchaczom. Jak na przykład w drugim w kolejności „I’ll Dance When Everybody Leaves” (swoją drogą świetny tytuł). Zaczyna się on od motorycznego pochodu kontrabasu i perkusji, do którego podłącza się saksofon tenorowy – z czasem wszystkie instrumenty zaczynają coraz mocniej zazębiać się, co w finale skutkuje potężnym wyładowaniem. To free najczystszej wody, przełamujące wszystkie granice i schematy, przewalające się po słuchaczu jak walec po asfalcie. Gdyby utwór ten trwał dłużej, mógłby doprowadzić do trwałych zmian w mózgu.
Na jego tle „Exit” prezentuje się bardzo dostojnie i klasycznie. Owszem, tutaj również mamy do czynienia z freejazzowymi partiami saksofonów, ale tym razem są to dystyngowane improwizacje w stylu Ornette’a Colemana czy Johna Coltrane’a. Na dodatek dęciaki często ze sobą „dialogują”, co samo w sobie wymusza operowanie ograniczonym zasobem dźwięków i barw. Jeśli więc ktoś po wysłuchaniu „I’ll Dance When Everybody Leaves” był bliski rozstroju nerwowego, teraz miał osiem minut na to, aby wrócić do równowagi psychicznej. Pomóc w tym może też „A Glimpse of Hope (In the Eyes of a Squirrel)”, w którym Mathisen po raz pierwszy sięga po klarnet. To instrument z reguły (co nie znaczy, że zawsze) wprowadzający delikatniejsze brzmienia. Tak jest właśnie tym razem. I chociaż saksofon Rolighetena stara się w paru momentach „przełamać” ten nastrój, klarnet Jørgena stoi na straży subtelności. Nie inaczej dzieje się w „Crazy ’Bout Oatmeal”, kolejnym utworze oddającym hołd epoce lat 60. XX wieku. Z tą różnicą, że tutaj muzycy sekcji dętej zamieniają się rolami – to klarnecista (czyli Mathisen) odpowiada za pobijanie temperatury, z kolei saksofonista (to jest André) kładzie chłodny okład na rozgrzane czoło.
Wszystko to jednak przestaje mieć znaczenie, kiedy z głośników rozbrzmiewa utwór numer sześć – „Go Ahead Punk!”. Jego tytuł absolutnie nie jest przypadkowy. Takiej mocy, z jaką grają tutaj panowie – i to cała czwórka! – z Rune Your Day, mogłyby im pozazdrościć takie zespoły, jak Exploited czy Discharge. Saksofony dosłownie miażdżą uszy, a sekcja rytmiczna przyprawia o palpitację serca. Ostatnie trzy minuty to prawdziwie szaleńcza, soniczna orgia. Wcale jednak nie bezmyślna. Bo choć trudno byłoby doszukać się wśród tych dźwięków melodii, Mathisen i Roligheten są mimo wszystko jak dwie cząstki tego samego atomu – krążą wokół siebie, ich drogi niekiedy się przecinają, to znów odpychają boleśnie, lecz ani na moment nie tracą się z oczu. Po takiej dawce energii finał albumu musi – innego wyjścia nie ma – ukoić skołatane nerwy. I takie też zadanie postawiono przed utworem „0500”, znaczonym pastelowymi partiami saksofonu i klarnetu. Dotarłszy do ostatniej nuty, świat ponownie zaczyna wydawać się piękniejszy, przyjaźniejszy, mniej szalony. Ale ile w tym prawdy? Czy bardziej realne nie jest to, co spotyka nas, gdy słuchamy „Go Ahead Punk!”…
koniec
27 czerwca 2017

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Windą do nieba
Sebastian Chosiński

22 II 2024

Po siedmiu latach milczenia, częściowo spowodowanego pandemią koronawirusa, kanadyjski kwintet Last Ark Out wydaje właśnie własnym sumptem swój drugi pełnowymiarowy album – „Lift”. To produkcja, która powinna przypaść do gustu przede wszystkim wielbicielom stonowanego fusion, których nie wystraszy obecność na płycie inspiracji progresywnych, funkowych czy też popowych.

więcej »

Przez morza i oceany…
Sebastian Chosiński

20 II 2024

Kilkanaście lat temu Andy Watts przybył z Nowej Zelandii do Anglii i osiadł w Londynie. Szybko zaaklimatyzował się w multietnicznym światku artystycznym brytyjskiej stolicy, stając się jedną z podpór formacji London Afrobeat Collective. Dzisiaj przyszła kolej na jego debiut solowy – wydany własnym sumptem album „The Way Back from Here”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Nieskończone jest miłosierdzie Norwegów
Sebastian Chosiński

18 II 2024

Po trzech latach doczekaliśmy się nowego albumu norweskiego kwintetu Friends & Neighbors, w składzie którego znajdują się takie tuzy skandynawskiego free jazzu, jak Thomas Johansson, André Roligheten czy Jon Rune Strøm. „Circles” to szóste wydawnictwo zespołu. Na dodatek ukazało się ono tego samego dnia, w którym do sprzedaży trafił album sygnowany przez dwie innego formacje Johanssona – Scheen Jazzorkester oraz Cortex.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Nieskończone jest miłosierdzie Norwegów
— Sebastian Chosiński

Co dwie głowy, to nie jedna…
— Sebastian Chosiński

„Źli dżentelmeni” z Berlina
— Sebastian Chosiński

„Fikołki”, które nęcą
— Sebastian Chosiński

Santamaría – Coltrane – Gustafsson
— Sebastian Chosiński

Energii ci u nas dostatek!
— Sebastian Chosiński

Sprawiedliwość i kłamstwa
— Sebastian Chosiński

Śląskie brzmienie w Szlezwiku-Holsztynie
— Sebastian Chosiński

Rockmani na jazzowym festiwalu
— Sebastian Chosiński

Metafizyka istnienia
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Miasto grzechu i występku
— Sebastian Chosiński

Windą do nieba
— Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Odrażający, brzydcy i… skorumpowani
— Sebastian Chosiński

Konflikt pokoleń
— Sebastian Chosiński

Przez morza i oceany…
— Sebastian Chosiński

„Kobra” i inne zbrodnie: „Zdradziła III Rzeszę!”
— Sebastian Chosiński

Nie taki krautrock straszny: Apokalipsa, na którą warto było czekać
— Sebastian Chosiński

Upiorny „Glina”
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Bandyta też chce być kochany
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: W cieniu tragedii
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.