Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2023
w Esensji w Esensjopedii

Henning Mankell
‹Biała lwica›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBiała lwica
Tytuł oryginalnyDen vita lejoninnan
Data wydania5 listopada 2014
Autor
PrzekładHalina Thylwe
Wydawca W.A.B.
CyklKurt Wallander
ISBN978-83-280-1464-0
Format504s. 123×194mm
Cena39,99
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przeczytaj to jeszcze raz: Biali i czarni – bohaterowie i kanalie
[Henning Mankell „Biała lwica” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy Henning Mankell publikował „Białą lwicę” – trzecią odsłonę perypetii komisarza Kurta Wallandera – przyszłość Republiki Południowej Afryki stała pod wielkim znakiem zapytania. Krajem wciąż rządził prezydent wywodzący się z afrykanerskiej Partii Narodowej, a ekstremiści zastanawiali się, jak storpedować rozmowy pokojowe mające na celu demontaż apartheidu. To właśnie zainspirowało szwedzkiego pisarza.

Sebastian Chosiński

Przeczytaj to jeszcze raz: Biali i czarni – bohaterowie i kanalie
[Henning Mankell „Biała lwica” - recenzja]

Kiedy Henning Mankell publikował „Białą lwicę” – trzecią odsłonę perypetii komisarza Kurta Wallandera – przyszłość Republiki Południowej Afryki stała pod wielkim znakiem zapytania. Krajem wciąż rządził prezydent wywodzący się z afrykanerskiej Partii Narodowej, a ekstremiści zastanawiali się, jak storpedować rozmowy pokojowe mające na celu demontaż apartheidu. To właśnie zainspirowało szwedzkiego pisarza.

Henning Mankell
‹Biała lwica›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBiała lwica
Tytuł oryginalnyDen vita lejoninnan
Data wydania5 listopada 2014
Autor
PrzekładHalina Thylwe
Wydawca W.A.B.
CyklKurt Wallander
ISBN978-83-280-1464-0
Format504s. 123×194mm
Cena39,99
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Pamiętacie zapewne dyskusję, jaka rozgorzała parę lat temu (i co jakiś czas powraca) na temat języka używanego przez autorów tworzących w XIX i w pierwszej połowie XX wieku, którzy pisali o rdzennych mieszkańcach Afryki, w mniejszym stopniu również Azji i obu Ameryk. To, co w tamtej epoce uważane było za naturalne i neutralne, w naszym stuleciu razi i wywołuje konotacje rasistowskie. W Polsce brano na warsztat prozę Henryka Sienkiewicza (i jego „W pustyni i w puszczy”), Kornela Makuszyńskiego (za Murzynka Goga-Goga, przyjaciela małpki Fiki-Miki) czy Juliana Tuwima (vide słynny Murzynek Bambo). W Anglii zastanawiano się z kolei nad współczesnym odbiorem książek Rudyarda Kiplinga. Wreszcie przed trzema laty głos zabrała Rada Języka Polskiego, a konkretnie profesor Uniwersytetu Warszawskiego Marek Łaziński. Wydał on opinię, w której możemy przeczytać między innymi: „Odbiór słów «Murzyn» i «Murzynka» (…), niegdyś neutralnych i podstawowych wśród możliwych nazw oznaczających osoby czarnoskóre, dziś niewątpliwie jest obarczony bagażem negatywnych konotacji. (…) Osoby, które używały go w latach osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych, nie mają w żadnym razie powodu do wyrzutów sumienia. Jednak słowa zmieniają skojarzenia i wydźwięk w toku naturalnych zmian świadomości społecznej. Dziś słowo «Murzyn» jest nie tylko obarczone złymi skojarzeniami, jest już archaiczne”.
Uwaga ta jest o tyle istotna, że w „Białej lwicy” – trzeciej powieści Henninga Mankella (1948-2015) z Kurtem Wallanderem w roli głównej – określenie „Murzyn” pada bardzo często. Co ciekawe, używają go głównie szwedzcy policjanci, w tym także sam komisarz Wallander, co z miejsca nasuwa skojarzenie z neutralnością tego słowa. Dla odmiany: burscy bohaterowie powieści, której akcja w sporej części rozgrywa się w Republice Południowej Afryki u kresu epoki apartheidu, mówią raczej o „czarnych”. Sposób, w jaki jednak Mankell używa obu nazw (i co udało się podkreślić tłumaczce), nie pozostawia wątpliwości, jakie niosą ze sobą emocje. Pewnym zaskoczeniem może być natomiast fakt, że przymiotnik „czarny” ma zazwyczaj kontekst pejoratywny.
Morderca bez twarzy” (1991) oraz „Psy z Rygi” (1992) przyniosły Mankellowi tak dużą popularność, że napisanie następnej książki cyklu wydawało się czymś naturalnym. A że szwedzki prozaik w każdej kolejnej powieści starał się reagować na jak najbardziej aktualne bolączki świata, nic dziwnego w tym, że w „Białej lwicy” sięgnął po temat segregacji rasowej. O tyle łatwiej było mu go zgłębić, że w tym czasie mieszkał i pracował w Maputo, stolicy Mozambiku, państwa graniczącego od południa z Południową Afryką. Akcja dzieła rozgrywa się wiosną 1992 roku; jej czas jest zresztą – u Mankella to zresztą norma – bardzo dokładnie określony: nie licząc „Prologu” (który przenosi czytelnika w rok zakończenia pierwszej wojny światowej), zaczyna się 24 kwietnia, a kończy 18 czerwca. To zaledwie niespełna dwa miesiące, ale obfitujące w tyle wydarzeń, że można by nimi obdzielić kilka innych powieści sensacyjnych.
W każdej kolejnej książce szwedzki pisarz wprowadzał nowe elementy, nietypowe dla wcześniejszego siebie rozwiązania fabularne. Tym razem jest to rozdwojenie wątków. Historia opowiedziana w „Białej lwicy” prowadzona jest bowiem równolegle w dwóch odległych od siebie o tysiące kilometrów zakątkach świata: w Republice Południowej Afryki i Skandynawii (głównie Szwecji, chociaż zahacza także o Danię). Czytając dzisiaj powieść Mankella, wiemy, jak potoczyły się losy tego kraju, kiedy jednak autor stawiał ostatnią kropkę „Posłowie”, a miało to miejsce w czerwcu 1993 roku, wiele było jeszcze znaków zapytania. Co jednak zasługuje na podkreślenie – diagnozy pisarza okazały się w zasadzie trafne. Jak rysowała się przyszłość RPA wiosną 1992 roku, czyli w okresie, w którym umieszczono fabułę „Białej lwicy”? Krajem wciąż rządzi burski prezydent Frederik de Klerk (1936-2021), prominentny działacz Partii Narodowej, który jednak od końca lat 80. rozpoczął, ku niezadowoleniu wielu konserwatywnych Afrykanerów, powolny demontaż apartheidu. Do rangi symbolu urosło z czasem wypuszczenie na wolność 2 lutego 1990 roku więzionego przez niemal trzy dekady Nelsona Mandeli (1918-2013), działacza Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC).
Wrogo nastawieni do polityki prezydenta de Klerka (pełnił tę funkcję w latach 1989-1994) byli działacze skrajnie konserwatywnych partii i organizacji ekstremistycznych, takich chociażby jak Afrykanerski Związek Braci (to kulisy jego powstania opisał Mankell w „Prologu”) czy neonazistowski Afrykanerski Ruch Oporu (z którym powiązany był Janusz Waluś). Otoczenie głowy państwa liczyło się z tym, że zwolennicy supremacji białych w RPA mogą dążyć do przewrotu wojskowego, względnie do zamachu na życie któregoś z czołowych działaczy ANC, co mogłoby storpedować pokojowe negocjacje zmierzające do likwidacji apartheidu i wywołać wojnę rasową w państwie. Ta właśnie ewentualność stała się kanwą „Białej lwicy”, aczkolwiek nie można wykluczyć, że przynajmniej częściowo Henning Mankell kierował się wydarzeniami z kwietnia 1993 roku, kiedy to w Boksburgu Waluś zastrzelił niespełna pięćdziesięciojednoletniego Chrisa Haniego, który oprócz zaangażowania w działalność ANC, stał także na czele Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej. Warto przy tym podkreślić, że na liście swoich potencjalnych ofiar emigranta z Polski umieścił dopiero na miejscu trzecim; otwierał ją natomiast Nelson Mandela.
Jeden wątek powieści dotyka więc spraw wewnętrznych RPA i przygotowywanego przez niektórych z wysokich rangą funkcjonariuszy służb specjalnych – w „Białej lwicy” są to głównie Jan Kleyn i Franz Malan (oraz wpływowi członkowie tajnego Komitetu) – zamachu na życie Mandeli, co ma otworzyć drogę do siłowego przejęcia władzy i przywrócenia apartheidu. Kleyn to nadzwyczaj inteligentny i groźny przeciwnik. By dodatkowo osłabić wroga, wpada on na szatański pomysł, by przywódcę ANC zastrzelił… czarnoskóry skrytobójca. Wybór pada na wywodzącego się z Transkei, jednego z południowoafrykańskich bantustanów, płatnego zabójcę Victora Mabashę. Chcąc przygotowania do przeprowadzenia zamachu jak najbardziej zakamuflować, Mabasha zostaje wysłany do Szwecji, gdzie do wykonania zadania ma go odpowiednio przeszkolić były oficer KGB – teraz mieszkający w Skandynawii, ale marzący o etacie w afrykanerskich tajnych służbach – Ukrainiec Anatolij Konowalenko. Obaj zamieszkują w wynajętym na kilka tygodni opuszczonym gospodarstwie nieopodal Ystadu. Pech sprawia, że 24 kwietnia 1992 roku przez przypadek, zgubiwszy drogę, trafia tam Louise Åkerblom, pośredniczka w handlu nieruchomościami. I znika. Nie wraca do domu.
Dwa dni później na posterunku policji w Ystadzie, w biurze komisarza Kurta Wallandera, zjawia się jej mąż Robert, by zgłosić zaginięcie Louise. Funkcjonariusze rozpoczynają poszukiwania kobiety, ale przez kilka dni nie są w stanie natrafić na żaden ślad. Dopiero dziwna eksplozja na jednej z opuszczonych farm wywołuje efekt domina. W zgliszczach zostają znalezione szczątki wysokiej klasy rosyjskiej radiostacji i broni palnej szczególnie popularnej w RPA; na dodatek na terenie posiadłości jeden z policjantów trafia na wgnieciony w błoto ludzki palec, który należał do osoby czarnoskórej. Kilka godzin później niedaleko od miejsca pożaru jeden z mieszkańców zauważa wystającą ponad powierzchnię stawu antenę samochodową. Straż pożarna wyciąga na brzeg wóz należący do Louise, ale jej ciała nie ma w środku. Na jego odnalezienie – również przypadkowe – trzeba poczekać parę następnych dni. Wallander, jego szef Otto Björk i koledzy z pracy Karl Svedberg (Mankell po raz pierwszy podaje ich imiona) oraz Martinsson starają się zrozumieć, co takiego działo się pod ich nosem, i przede wszystkim znaleźć odpowiedź na pytanie, czy dramaty, jakie się właśnie rozegrały, są ze sobą w jakiś sposób powiązane.
Dość szybko okazuje się, że tak. A dowodu na to dostarcza kolejne tragiczne zdarzenie, do jakiego tym razem dochodzi w Sztokholmie. Po napadzie na bank uciekający napastnik strzela do goniącego go policjanta i trafia prosto w czoło, co przywodzi na myśl egzekucję. Tak samo zginęła Louise Åkerblom. Wallander radzi kolegom ze stolicy, by porównali naboje – wtedy okazuje się, że zostały wystrzelone z tej samej broni, co z dużym prawdopodobieństwem oznacza, że kobietę niedaleko Ystadu i stróża prawa na ulicy Sztokholmu zabił ten sam człowiek. Jedyną konkretniejszą nicią prowadzącą do niego jest jego portret pamięciowy. To niewiele, ale dla tak inteligentnego i upartego gliny jak Wallander – wystarczająco, by podążyć tym tropem i podjąć próbę unieszkodliwienia arcygroźnego przestępcy.
Z trzech do tamtego momentu wydanych powieści Mankella poświęconych Kurtowi Wallanderowi „Biała lwica” ma największy rozmach fabularny i najszerzej zakrojoną intrygę. Pod wieloma względami książka Szweda przypomina legendarny debiut Fredericka Forsytha, czyli „Dzień Szakala” (1971), którego głównym wątkiem jest zamach na prezydenta Francji Charles’a de Gaulle’a. Zaskakujące może być natomiast to, jak bezlitośnie autor traktuje swojego głównego bohatera: w tej powieści Wallander zostaje nie tylko doszczętnie okradziony (i to już na samym początku), ale bandyci niszczą mu mieszkanie, a jakby tego było mało – to na dodatek śmierć zagląda w oczy najbliższej mu osoby. Biorąc pod uwagę, że już po perypetiach opisanych w „Psach z Rygi” komisarz na poważnie rozważał odejście ze służby, czytając „Białą lwicę” w 1993 roku, można było obawiać się, że teraz nie będzie się już wahał ani minuty. Jak wiadomo, ostatecznie tego nie uczynił… Trzecia odsłona serii doczekała się dwóch telewizyjnych ekranizacji: wiernej oryginałowi szwedzkiej w 1996 (z Rolfem Lassgårdem w roli Kurta) oraz na swoje nieszczęście całkowicie demolującej fabułę Mankella brytyjsko-szwedzkiej w 2016 roku (z ewidentnie męczącym się w skórze Wallandera Kennethem Branaghiem).
koniec
14 sierpnia 2023

Komentarze

« 1 2
22 VIII 2023   12:41:36

Tylko dlaczego osoby i środowiska przeważnie słabo posługujące się polszczyzną wywierają presję na językoznawców i chcą decydować o zawartości polskich słowników? Łysol, piegus, rudzielec zależnie od kontekstu mogą brzmieć obraźliwie lub sympatycznie, a nawet pieszczotliwie. Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby je wymazywać ze słownika, bo ktoś kiedyś poczuł się urażony, że nazwano go łysolem...

No i czemu nikt nie tępi Żabojadów i Makaroniarzy? Określenia te są jawnie lekceważące, a mimo to ciągle pojawiają się w filmach i publikacjach...

Wymazanie Murzyna/murzyna zubaża język polski. Czarnoskóry/a nijak nie zastąpi Murzyna i Murzynki. Niektórzy mieszkańcy Indii mają bardzo ciemną skórę, nieraz ciemniejszą niż Afrykańczycy, ale tylko przez pomyłkę lub nieporozumienie mógłby ktoś ich nazwać Murzynami.

Co gorsza przez ignorancję niektórzy zaczynają wszystkich Murzynów nazywać Afroamerykanami, co jest już kompletną bzdurą.

A może zabrać się za inne języki i usunąć z hiszpańskiego "gringo", z japońskiego "gaijina", a z hebrajskiego "goja", bo niekiedy wyrażają niechęć do cudzoziemców?

22 VIII 2023   19:05:11

A moim zdaniem polscy "poprawni politycznie" na siłę szukali polskich odpowiedników "zakazanych" słów i zwrotów i znaleźli. Słowo to nigdy nie miało negatywnych konotacji, a dopiero jakieś od 4-5 lat jest przyrównywane do angielskiego "nigger", co jest kompletną bzdurą.

22 VIII 2023   19:13:36

I w uzupełnieniu do powyższego - kolejny krok to zakaz używania tych słów, poprawianie książek (lub ich usuwanie) oraz filmów. Aż wierzyć się nie chce, że dożyliśmy takich czasów.

23 VIII 2023   09:11:40

A dlaczego lewica jeszcze nie tępi słów "Żyd" i "Rumun"?

23 VIII 2023   20:19:44

Uwaga słuszna. "Arab", "Azjata" w pewnym kontekście też mogą brzmieć obraźliwie, więc należałoby unikać używania tych słów...

Czy doczekamy się ocenzurowania słynnej sceny z "Misia" Barei, w której bohater informuje, że też kiedyś był Murzynem i grał w kosza? Co gorsza pojawia się wtedy prawdziwy Murzyn... Współczesny widz mógłby nie znieść takiego szoku!

24 VIII 2023   22:32:58

Wolałbym, żeby to o "Misiu" pozostało tylko żartem.

Ostatnio Universal Music Group usunęło ze składankowego albumu grupy Queen utwór:
https://www.antyradio.pl/muzyka/Rock-News/utwor-queen-zbyt-kontrowersyjny-fat-bottomed-girls

25 VIII 2023   19:23:14

Uwielbiam ten utwór, tak samo zresztą jak Bicycle Race z tej samej płyty. I jak jakieś 90% utworów Queen. Resztki włosów się na głowie jeżą obserwując, jakich to "ciekawych" czasów dożyliśmy.

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Przeszczep
Joanna Kapica-Curzytek

30 XI 2023

„Odrzania” to próba reporterskiego ujęcia fenomenu naszych tak zwanych Ziem Odzyskanych. Czym jest tytułowa kraina? I czy w ogóle istnieje?

więcej »

Zaciekła rywalizacja o palmę pierwszeństwa
Marcin Mroziuk

25 XI 2023

Lektura „Mikołaju, sam ruszyłeś Ziemię?” to oczywiście znakomity sposób na dokładniejsze poznanie życia i dokonań słynnego polskiego astronoma. Sporo wrażeń młodym czytelnikom może dostarczyć obserwowanie przygód ich rówieśników, którzy na lekcji historii przenoszą się w czasy Kopernika.

więcej »

PRL w kryminale: Bandycki bildungsroman
Sebastian Chosiński

24 XI 2023

Ostatni z wydanych za życia zmarłego w 1982 roku Tadeusza Żołnierowicza tekstów ukazał się w serii „Ewa wzywa 07…”. To mikropowieść „Od zmroku do zmroku”, w której bydgoski dziennikarz i prozaik ponownie oddał prowadzenie śledztwa w ręce kapitana – oj, przepraszam! już majora – Sieniucia i porucznika Altara. Tym razem próbują oni wytropić obwinianego o kradzież i morderstwo młodego torunianina.

więcej »

Polecamy

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”

Stare wspaniałe światy:

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Z tego cyklu

Kto zamordował Kallego?
— Sebastian Chosiński

Czcij bliźniego swego!
— Sebastian Chosiński

Tak nieprawdopodobne, że aż przerażające
— Sebastian Chosiński

Zetrzeć uśmiech z twarzy niegodziwca
— Sebastian Chosiński

Wallander kontra komunistyczni fundamentaliści
— Sebastian Chosiński

Gliniarz po i w trakcie przejść
— Sebastian Chosiński

Eddie, Gino i Tony
— Sebastian Chosiński

Gliniarz na rowerze
— Sebastian Chosiński

Pozornie bez związku, niemal bez trupa
— Wojciech Gołąbowski

Ohydne anonimy na spokojnej angielskiej wsi
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Dom na kościach
— Sebastian Chosiński

Życie może nie jest piękne, ale sens ma
— Sebastian Chosiński

Dies irae Henninga Mankella
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta: Sierpień 2012
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch

Esensja czyta: Lipiec 2012
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Czerwiec 2012
— Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski

My name is Wallander. Linda Wallander!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta: Marzec 2012
— Joanna Kapica-Curzytek, Michał Kubalski, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Uwaga na spadające samoloty!
— Sebastian Chosiński

Kraj, który trzeszczy w szwach
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.