Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Jerzy Edigey
‹Wycieczka ze Sztokholmu›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWycieczka ze Sztokholmu
Data wydania1987
Autor
Wydawca Śląsk
SeriaZ Krukiem
ISBN83-2165-0720-9
Format208s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Piękna Szwedka w toalecie
[Jerzy Edigey „Wycieczka ze Sztokholmu” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W latach 80. XX wieku także twórcy peerelowskich powieści i filmów milicyjnych otworzyli się na Zachód. Widać to wyraźnie w końcowych odcinkach serialu „07 zgłoś się” („Zamknąć za sobą drzwi”, „Przerwany urlop”), jak również w wydanej pośmiertnie „Wycieczce ze Sztokholmu” Jerzego Edigeya, której akcja kręci się od początku do końca wokół przybyłych do Zakopanego turystów ze Skandynawii.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Piękna Szwedka w toalecie
[Jerzy Edigey „Wycieczka ze Sztokholmu” - recenzja]

W latach 80. XX wieku także twórcy peerelowskich powieści i filmów milicyjnych otworzyli się na Zachód. Widać to wyraźnie w końcowych odcinkach serialu „07 zgłoś się” („Zamknąć za sobą drzwi”, „Przerwany urlop”), jak również w wydanej pośmiertnie „Wycieczce ze Sztokholmu” Jerzego Edigeya, której akcja kręci się od początku do końca wokół przybyłych do Zakopanego turystów ze Skandynawii.

Jerzy Edigey
‹Wycieczka ze Sztokholmu›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWycieczka ze Sztokholmu
Data wydania1987
Autor
Wydawca Śląsk
SeriaZ Krukiem
ISBN83-2165-0720-9
Format208s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Skoro Zygmunt Zeydler-Zborowski miał swoje „skrzywienie” włoskie (vide powieści „Detektyw z Mediolanu”, „Komisarz Bonetti szuka Magdaleny”, „Sekret Julii”, „Alicja nr 3”), to Jerzy Edigey mógł mieć… szwedzkie. Tam przecież umieścił akcję wydanej pod koniec lat 60. książki „Pensjonat na Strandvägen”; stamtąd sprowadził do Zakopanego turystów, którzy stali się głównymi dramatis personae kryminału „Wycieczka ze Sztokholmu”. Choć akurat na tę pozycję wielbiciele prozy Edigeya musieli czekać bardzo długo. Katowickie Wydawnictwo Śląsk opublikowało ją w serii „Z krukiem” (względnie „Z tukanem”) dopiero w 1987 roku, gdy autor już od czterech lat spoczywał w grobie. Sięgnięto więc głęboko do jego szuflad, ale to wcale nie oznacza, że to, co z nich wydobyto, było produktem gorszej kategorii. Cóż, zdarzało się za życia wydawać Edigeyowi znacznie słabsze teksty.
Zakopane jako miejsce akcji peerelowskich „powieści milicyjnych” wcale nie było w drugiej połowie lat 80. XX wieku terenem dziewiczym; tam Zeydler-Zborowski wysłał młodego porucznika Stefana Downara w „Czarnym mercedes” (1958), tam również umieścił fabułę wydanej dwanaście lat później „Zbrodni na Cyrhli Toporowej”. Widać plenery zimowej stolicy Polski, choć akurat w „Wycieczce ze Sztokholmu” mamy dopiero październik, szczególnie sprzyjały popełnianiu morderstw. Biorąc pod uwagę, że w napisanym na początku lat 80., w każdym razie już za prezydentury Ronalda Reagana w USA, „Zdjęciu z profilu”, które ukazało się jako pierwsza pośmiertna książka Edigeya (w 1984 roku), Janusz Kaczanowski był podpułkownikiem i taki sam stopień nosi w kolejnej powieści – można założyć, że pochodzi ona z tego samego okresu, czyli powstała krótko przed tragiczną śmiercią autora.
Od samego początku książki na plan pierwszy wybijają się szwedzcy turyści, którzy przybyli na dwa tygodnie do Polski, planując, że większość tego czasu spędza właśnie w Zakopanem. Zatrzymują się w hotelu „Kasprowy”, ale wieczory spędzają w restauracji i na dancingu w „Nosalu”. To nie byle kto, ale potentaci przemysłowi z Kraju Trzech Koron, ich bliscy i najbliżsi współpracownicy. Rolf Persson to dyrektor wielkiego przedsiębiorstwa, który zabrał ze sobą żonę Gunhild i asystenta Marka Dańca (urodzonego w Szwecji syna emigrantów, byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych); z kolei Ragnar Osterman, jego partner w interesach, przywiózł dużo od siebie młodszą małżonkę Ingę oraz sekretarkę Margaretę Andersson. Obecność asystenta i sekretarki usprawiedliwiona jest tym, iż niejako przy okazji pobytu pod Tatrami Persson i Osterman będą też prowadzić, tyle że w Warszawie, rozmowy biznesowe. Przynajmniej taki jest oficjalny pretekst. Prawda, jak to często bywa w podobnych przypadkach, jest nieco inna.
Fatalnego dnia sześcioro Szwedów bawi się, jak zawsze, w „Nosalu”. Gunhild Persson obtańcowywana jest przez polskiego przewodnika tatrzańskiego Andrzeja Szaflara, co zresztą jest bardzo na rękę jej mężowi, który wyjątkowo nie lubi pląsów na parkiecie. Do gości ze Skandynawii zagląda także Franciszek Bujak, bardziej znany jako „Franek Karate” – cinkciarz, który po znacznie lepszym kursie niż oficjalny wymienia im korony na złotówki. I właśnie tego wieczoru dochodzi do zbrodni. W znajdującej się w piwnicach toalecie hotelowej zostaje znalezione ciało pani Persson. Przybyły na miejsce doktor Świątek stwierdza, że Szwedka mogła zostać zabita bardzo precyzyjnym ciosem karate w skroń. Więcej nawet: taki cios mógł zadać jedynie mańkut. Mąż zabitej stwierdza, że z jej ręki zniknęła cenna złota bransoleta (o wartości prawie 10 tysięcy dolarów), ale jednocześnie złodziej, jeżeli rzeczywiście mieliśmy do czynienia z kradzieżą, nie zabrał ze sobą jeszcze cenniejszej biżuterii, jaką ofiara miała na sobie. Może nie zdążył, bo został przez kogoś spłoszony. A może przyczyna była zupełnie inna…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Śledztwo przejmuje oficer miejscowego posterunku, „góral z dziada pradziada” – porucznik Stanisław Motyka. Jednak już następnego dnia z Warszawy przybywa na odsiecz oddelegowany z Komendy Głównej MO podpułkownik Janusz Kaczanowski. A skoro stolica przysyła funkcjonariusza tak wysokiej rangi, oznacza to, że sprawa została potraktowana priorytetowo. I nic dziwnego, skoro interweniowali ambasador Królestwa Szwecji i urzędnicy polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Motyka nie jest z tego faktu szczególnie zadowolony – liczył bowiem na to, że szybkie rozwiązanie sprawy stanie się trampoliną do jego dalszej kariery – ale co ma zrobić; podpułkownikowi ani tym bardziej komendantowi głównemu przecież nie podskoczy. Zresztą Kaczanowski szybko go uspokaja: nie chce sobie zawłaszczać potencjalnego sukcesu, a jedynie wypełnić rolę pomocnika i mentora. Wiadomo, tak zawsze się mówi, ale w końcu podpułkownik naprawdę nikomu niczego już udowadniać nie musi, może więc ze spokojem popracować na konto młodszego kolegi.
Z początku sprawa wydaje się oczywista: złodzieja i zabójcę należy szukać wśród tych Polaków, którzy kręcili się wokół Szwedów i którzy ewentualnie byliby w stanie zadać ofierze cios karate. Pierwszymi podejrzanymi stają się więc – niejako z automatu – Bujak i Szaflar. Zwłaszcza że od razu po zbrodni obaj z jakiegoś powodu zniknęli z Zakopanego. Kaczanowski – którego wcześniej poznaliśmy już między innymi z takich powieści Jerzego Edigeya, jak „Błękitny szafir” (1971), „Najgorszy jest poniedziałek” (1975), „Dwie twarze Krystyny” (1976), „Pomysł za siedem milionów” (1982) czy wspomniane „Zdjęcie z profilu” (1984) – jest zbyt doświadczonym śledczym, aby, w przeciwieństwie do porucznika Motyki, rzucać się jak wygłodniały wilk na najbardziej oczywiste rozwiązania. Wie, że trzeba pogłówkować, pokombinować, odrzucić to, co samo pcha się w ręce, i wziąć pod rozwagę każdą – nawet, zdawałoby się, fantastyczną – teorię, która ma pewne cechy prawdopodobieństwa.
W końcu podpułkownik Kaczanowski jest starym wygą, a nie kąpanym w gorącej wodzie świeżo upieczonym oficerem. Na dodatek nie cechuje go góralski temperament. Jaki tego efekt? Że zaczyna przyglądać się bliżej relacjom łączącym przybyłych do Polski Szwedów, w czym pomaga mu skandynawski dziennikarz Sven Breman, który z Zakopanego relacjonuje całą sprawę dla wychodzącego w Malmö dziennika „Sydsvenska Dagbladet”. On najlepiej orientuje się w interesach Perssona i Ostermana, wie o nich rzeczy, które szwedzcy przedsiębiorcy woleliby ukryć – i, co najważniejsze, chętnie dzieli się swoją wiedzą z polskimi stróżami prawa. Zaskakujące? Jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że Breman w takim samym stopniu nienawidzi krwiożerczych kapitalistów, co polscy milicjanci – to wcale nie. Kolejną niespodzianką może być fakt, że w powieści Edigeya komunistyczni mundurowi nie mają żadnego problemu, aby porozumiewać się ze Skandynawami w języku angielskim. Ba! porucznik Motyka sporządza nawet w tym języku protokoły z przesłuchań. Rozumiem, że takie założenie znacząco uprościło pisarzowi fabułę, ale czy jednak nie wydaje się zbyt bajkowe? Owszem, porucznik Sławomir Borewicz – bohater serialu „07 zgłoś się” – doskonale posługiwał się językiem Szekspira, lecz jego najbliżsi współpracownicy (porucznik Zubek, sierżant Olszańska, nawet reprezentujący młodsze pokolenie porucznik Jaszczuk) raczej nie wykazywali talentów lingwistycznych… A taki porucznik Motyka – posługuje się nim biegle w mowie i piśmie.
koniec
7 kwietnia 2023

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Grzech niedocenienia (ludowej milicji)
Sebastian Chosiński

23 II 2024

Gdybym miał obstawiać, jednak bez groźby utraty postawionej gotówki, stwierdziłbym, że Paweł Borys Henelt napisał „Nieuchwytnego” w 1955 bądź następnym roku i że była to chronologicznie pierwsza jego powieść z majorem MO Wiktorem Zarubą w roli głównej. Mimo to na swój pierwodruk – i to nie w formie książkowej, lecz jako „gazetowiec” na łamach „Słowa Powszechnego” – musiała ona czekać długich siedem lat.

więcej »

PRL w kryminale: Nadmiernie wrażliwy śledczy
Sebastian Chosiński

16 II 2024

Niepohamowane ludzkie namiętności niejednokrotnie stawały się – także w literaturze – przyczyną wielkich tragedii. Zwłaszcza miłosnych. Taki właśnie wątek postanowił rozwinąć w jednej ze swoich „powieści milicyjnych” Artur Morena, pod którym to pseudonimem ukrywał się Andrzej Wydrzyński. Nosi ona tytuł „Arlekin”, a ukazała się – przed ponad półwieczem – w serii Iskier „Ewa wzywa 07…”.

więcej »

PRL w kryminale: „Kopan” i „kwasopran”
Sebastian Chosiński

9 II 2024

Skoro major Wiktor Zaruba, bohater „powieści milicyjnych” Pawła Borysa Henelta, jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli prawa, jakich świat nosi, to i sprawy, którymi się zajmuje, muszą być niezwykłej wagi. W wydrukowanym w 1962 roku na łamach „Słowa Powszechnego” „gazetowcu” „Plany rakiety X-1 zaginęły” próbuje on złapać podstępnych szpiegów, którzy czyhają na genialny polski wynalazek.

więcej »

Polecamy

Pierwsza wojna... czasowa

Stare wspaniałe światy:

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.