Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 marca 2024
w Esensji w Esensjopedii

Jerzy Edigey
‹Zbrodnia w południe›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZbrodnia w południe
Data wydania1970
Autor
Wydawca Iskry
SeriaKlub Srebrnego Klucza
Format196s. 145x205mm
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Nauczycielom zawsze wiatr w oczy
[Jerzy Edigey „Zbrodnia w południe” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Zbrodnia w południe”, której akcja rozgrywa się w stolicy Pomorza Zachodniego, ukazała się w 1970 roku, gdy Jerzy Edigey cieszył się już sporą popularnością jako autor „powieści milicyjnych”. W tej książce na tle śledztwa prowadzonego w sprawie zabójstwa emerytowanej nauczycielki pisarz opowiada również historię narodzin romansu studentki i oficera MO. A to w peerelowskich kryminałach nie zdarzało się często.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Nauczycielom zawsze wiatr w oczy
[Jerzy Edigey „Zbrodnia w południe” - recenzja]

„Zbrodnia w południe”, której akcja rozgrywa się w stolicy Pomorza Zachodniego, ukazała się w 1970 roku, gdy Jerzy Edigey cieszył się już sporą popularnością jako autor „powieści milicyjnych”. W tej książce na tle śledztwa prowadzonego w sprawie zabójstwa emerytowanej nauczycielki pisarz opowiada również historię narodzin romansu studentki i oficera MO. A to w peerelowskich kryminałach nie zdarzało się często.

Jerzy Edigey
‹Zbrodnia w południe›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZbrodnia w południe
Data wydania1970
Autor
Wydawca Iskry
SeriaKlub Srebrnego Klucza
Format196s. 145x205mm
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Jerzy Edigey zaskakująco późno zaczął karierę pisarską. Kiedy ukazała się jego pierwsza książka (zatytułowana „Czek dla białego gangu”), miał dokładnie pięćdziesiąt lat. Do chwili jego tragicznej śmierci w wypadku samochodowym pozostały od tego momentu tylko dwie dekady. W tym czasie opublikował ponad czterdzieści powieści i dłuższych opowiadań (te ostatnie głównie w serii „Ewa wzywa 07…”). Niektóre teksty, jak na przykład „Zdjęcie z profilu” (1984) czy „Wycieczka ze Sztokholmu” (1987), ukazały się już pośmiertnie. Był więc Edigey twórcą nadzwyczaj płodnym. Pewnie gdyby zaczął pisać wcześniej, chociażby krótko po zakończeniu drugiej wojny światowej, i pożył w dobrym zdrowiu przynajmniej kilkanaście lat dłużej, dogoniłby w tej materii samego Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. Ale, niestety, nie było mu to dane.
Pracowitość Edigeya sprawiała, że w niektórych latach ukazywało się nawet kilka jego powieści. Rok 1970 był pod tym względem szczególnie udany; wielbiciele kryminałów autorstwa warszawskiego prozaika (i, choć nieaktywnego już w tamtym czasie, prawnika) zostali wówczas obdarowani takimi pozycjami, jak „Człowiek z blizną”, „Strzały na rozstajnych drogach”, „Żółta koperta” oraz „Zbrodnia w południe”. Tę ostatnią wydały Iskry w serii „Klub Srebrnego Klucza”. Była ona o tyle nietypowa, że nie zabrakło w niej ani wątku miłosnego (uwaga! uwaga! z milicjantem w roli głównej), ani sporej dawki humoru. Na szczęście wraz z rozwojem akcji powieść coraz bardziej przypominała klasyczny kryminał, co akurat wyszło jej na dobre.
Druk „Zbrodni w południe” ukończono w styczniu 1970 roku, więc prawdopodobnie jeszcze przed nastaniem wiosny książka trafiła do księgarń i bibliotek w całym kraju, na co na pewno pozwalał pięćdziesięciotysięczny nakład. Akcję swojego dzieła Edigey umieścił w Szczecinie, który zaskakująco często odgrywał pierwszo- bądź drugoplanową rolę w peerelowskich „powieściach milicyjnych” (zwłaszcza zaś tych o proweniencji sensacyjnej). Wystarczy wspomnieć „Zieloną granicę” (1948) Zygmunta Sztaby, „Maszkary” (1957) Andrzeja Piwowarczyka czy „Zielonego volkswagena” (1963) Andrzeja Kobara. W przeciwieństwie do nich warszawianin skupił się jednak przede wszystkim na wątku kryminalnym, całkowicie pomijając motyw szpiegowski.
Jest mroźny i słotny listopad. Grupa rówieśników, którzy przed trzema laty zdali maturę i teraz są już na różnych studiach bądź pracują, ale wciąż chcą utrzymywać ze sobą kontakt, spotyka się co niedzielę w kawiarni w odrestaurowanym zamku w centrum miasta. Jest wśród nich studentka medycyny Hanka Wróblewska. Dziewczyna dochodzi właśnie do siebie po zerwaniu z narzeczonym, który po skończeniu politechniki wyjechał do pracy na Górny Śląsk. Jego postępek wzburzył kolegów i koleżanki Hanki. Gdy ta jednak pojawia się w knajpce, nie chce wcale żalić się na występnego ekschłopaka. Ma znacznie ciekawszą wieść. Otóż dzień wcześniej, czyli w sobotę, około południa w jej kamienicy przy ulicy Buczka dokonano zbrodni. Do państwa Legatów – pracującego w stoczni inżyniera Józefa i nauczycielki Janiny – przyjechała z podszczecińskiego Goleniowa matka kobiety. Jako że córka i zięć byli jeszcze w pracy (warto przypomnieć, że wolne soboty zaczęto wprowadzać sukcesywnie i bardzo, ale to bardzo oszczędnie, dopiero od lipca 1973 roku), poszła do szkoły, w której uczy Janina, i wzięła od niej klucz do mieszkania. Po drodze zrobiła jeszcze zakupy.
Jako że dzieci Legatów również nie było w domu, Łucja Rosińska – emerytowana, ale wciąż jeszcze czynna zawodowo, nauczycielka – była w mieszkaniu sama. I tam właśnie została zaatakowana przez napastnika, którego prawdopodobnie dobrowolnie wpuściła do środka. Co oznaczałoby, że nie był jej obcy. Bandyta nie tylko zamordował staruszkę, uderzając ją czymś ciężkim w głowę, ale także skradł ukryte w jednej z książek w biblioteczce Legata 86 tysięcy złotych. Ta pokaźna gotówka pochodziła ze sprzedaży samochodu; inżynier nie wpłacił jej do banku, ponieważ wkrótce planował zakup nowego wozu. Wiedzieli o tym oczywiście bliscy, ale również mieszkańcy kamienicy. To kolejna poszlaka wskazująca na to, że człowiek, który dokonał zbrodni i kradzieży, nie szedł w ciemno. Wiedział, czego chce i był pewien, że to zdobędzie. Nawet za cenę życia innej osoby.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Informacja o śmierci Łucji Rosińskiej elektryzuje przyjaciół Hanki. Jeden z kolegów, pamiętający jak dziewczyna rozwikłała przed laty pewną zagadkę „kryminalną” (cudzysłów użyty świadomie) w szkole, proponuje, żeby i teraz zajęła się złapaniem mordercy. Wróblewska traktuje tę zachętę nad wyraz poważnie i rzeczywiście zaczyna prywatne śledztwo. Aczkolwiek trzeba jej dodać, że lojalnie informuje o tym prowadzącego dochodzenie oficera milicji, porucznika Romana Widerskiego. Funkcjonariusz MO jest mocno zdziwiony wyznaniem dziewczyny i zadeklarowaną przez nią chęcią pomocy, ale nie utrąca jej pomysłu. Jeśli ma ochotę, co stoi na przeszkodzie? Zna przecież mieszkańców kamienicy, może rzeczywiście dowie się więcej, niż najlepszy nawet wywiadowca (porucznik ma tutaj na myśli swego „asa”, Adama Maliniaka)…
Poza tym Wróblewska jest bardzo ponętną młodą kobietą i świadomość tego, że porucznik będzie miał sposobność, aby służbowo spotykać się z nią codziennie – działa na jego wyobraźnię. I, nie ma co ukrywać, nieco zaćmiewa mu umysł. Dlaczego? Ponieważ pozwalając jej chodzić od sąsiada do sąsiada, zadawać często niewygodne pytania, snuć domysły – naraża ją nieświadomie na niebezpieczeństwo. Bo co jeżeli nadepnie na odcisk mordercy? Postępowanie porucznika Widerskiego jest dalekie od profesjonalizmu, ale mamy w końcu do czynienia z powieścią opartą na fikcji literackiej, nie należy więc spodziewać się kar dyscyplinarnych dla coraz bardziej zauroczonego studentką funkcjonariusza. Raczej już szczęśliwego zakończenia ich romansu.
Ale do tego droga jest daleka i wyboista. Najpierw trzeba ująć wyjątkowo sprytnego przestępcę, który prawdopodobnie już wcześniej dokonywał zuchwałych kradzieży w centrum Szczecina. I będzie ich dokonywał do chwili, w której nie zostanie ujęty. A to może prowadzić do kolejnych śmierci. Z biegiem akcji Edigey rezygnuje z żartobliwego tonu, który pojawia się w początkowych rozdziałach (wraca do niego dopiero w zakończeniu), na czym powieść zdecydowanie zyskuje. Pojawia się także niezwykle ciekawy motyw z przeszłości. Zaskoczeniem może być również fakt, że na stronie 95. Edigey nawiązuje do sprawy „Wampira z Zagłębia”. Choć oczywiście nazwisko Zdzisława Marchwickiego nie pojawia się w „Zbrodni w południe”. Zostanie on aresztowany przez MO i oskarżony o zabójstwa czternastu kobiet (i sześć usiłowań) dopiero dwa lata później. Strach przed seryjnym mordercą był jednak tak wielki, że trafił nawet na karty powieści. Kolejnym tego przykładem napisany w 1971, lecz wydany dopiero sześć lat później „Nieuchwytny” Barbary Gordon.
koniec
21 kwietnia 2023

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Femme fatale za kierownicą
Sebastian Chosiński

1 III 2024

„Zaczęło się w Zakopanem” to pierwsza – z dotychczas znanych – gazetowa „powieść milicyjna” Pawła Borysa Henelta, która nie ukazała się na łamach „Słowa Powszechnego”. I pierwsza, w której jako główny bohater nie pojawia się Wiktor Zaruba, chociaż nie brakuje w niej jego najbliższych współpracowników. Pod nieobecność majora na najważniejszego funkcjonariusza MO wyrasta porucznik Zbigniew Madej.

więcej »

Krótko o książkach: Fenomenalna
Joanna Kapica-Curzytek

28 II 2024

Jakże osobliwa była droga do sławy słynnej francuskiej artystki. Oparta na motywach biograficznych powieść „Sarah Bernhardt. Niezrównana aktorka” kreśli szerokie tło początków jej kariery.

więcej »

PRL w kryminale: Grzech niedocenienia (ludowej milicji)
Sebastian Chosiński

23 II 2024

Gdybym miał obstawiać, jednak bez groźby utraty postawionej gotówki, stwierdziłbym, że Paweł Borys Henelt napisał „Nieuchwytnego” w 1955 bądź następnym roku i że była to chronologicznie pierwsza jego powieść z majorem MO Wiktorem Zarubą w roli głównej. Mimo to na swój pierwodruk – i to nie w formie książkowej, lecz jako „gazetowiec” na łamach „Słowa Powszechnego” – musiała ona czekać długich siedem lat.

więcej »

Polecamy

Pierwsza wojna... czasowa

Stare wspaniałe światy:

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.