Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 czerwca 2024
w Esensji w Esensjopedii

Józef Skrzek
‹Wojna światów – następnie stulecie. Muzyka do filmu Piotra Szulkina›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna światów – następnie stulecie. Muzyka do filmu Piotra Szulkina
Wykonawca / KompozytorJózef Skrzek
Data wydania27 stycznia 2023
Wydawca GAD Records
NośnikCD
Czas trwania70:20
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Józef Skrzek, Robert Gola (Golla), Tomasz Szukalski, Janusz Ziomber, Hubert Rutkowski, Jan ’Kyks’ Skrzek, Sławomir Piwowar, Jerzy Piotrowski
Utwory
CD1
1) The War of the Worlds03:39
2) Dla Aliny03:49
3) Porno Magazin01:54
4) Szakal02:05
5) Interception02:31
6) Nieznany list03:55
7) Wojna światów02:12
8) 65th St. Sermon05:26
9) Fade Away02:06
10) Wonderful Sky-Ride06:16
11) The Gig05:06
12) Wielki świat02:34
13) Interception [first version]04:12
14) Porno Magazin [first version]03:28
15) 65th St. Sermon [first version]05:40
16) Fade Away [first version]05:00
17) Wonderful Sky-Ride [first version]04:46
18) The Gig [first version]05:41
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Skrzek vs. Szulkin vs. Wells

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album Józefa Skrzeka zawierający soundtrack do jednego z najgłośniejszych polskich filmów science fiction.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Skrzek vs. Szulkin vs. Wells

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj album Józefa Skrzeka zawierający soundtrack do jednego z najgłośniejszych polskich filmów science fiction.

Józef Skrzek
‹Wojna światów – następnie stulecie. Muzyka do filmu Piotra Szulkina›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna światów – następnie stulecie. Muzyka do filmu Piotra Szulkina
Wykonawca / KompozytorJózef Skrzek
Data wydania27 stycznia 2023
Wydawca GAD Records
NośnikCD
Czas trwania70:20
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Józef Skrzek, Robert Gola (Golla), Tomasz Szukalski, Janusz Ziomber, Hubert Rutkowski, Jan ’Kyks’ Skrzek, Sławomir Piwowar, Jerzy Piotrowski
Utwory
CD1
1) The War of the Worlds03:39
2) Dla Aliny03:49
3) Porno Magazin01:54
4) Szakal02:05
5) Interception02:31
6) Nieznany list03:55
7) Wojna światów02:12
8) 65th St. Sermon05:26
9) Fade Away02:06
10) Wonderful Sky-Ride06:16
11) The Gig05:06
12) Wielki świat02:34
13) Interception [first version]04:12
14) Porno Magazin [first version]03:28
15) 65th St. Sermon [first version]05:40
16) Fade Away [first version]05:00
17) Wonderful Sky-Ride [first version]04:46
18) The Gig [first version]05:41
Wyszukaj / Kup
Kariera solowa Józefa Skrzeka rozpoczęła się jeszcze za życia „pierwszego” SBB. Wciąż liderując śląskiemu triu, a potem – po doszlusowaniu do składu gitarzysty Sławomira Piwowara – kwartetowi, wokalista i klawiszowiec nagrał najpierw „Pamiętnik Karoliny” (1978), a następnie „Ojca chrzestnego Dominika” (1980). Latem 1980 roku w studiu radiowym w Opolu rozpoczął natomiast pracę nad „Józefiną” (1983); wtedy też – z muzykami SBB, wspomnianym Piwowarem i perkusistą Jerzym Piotrowskim – dokonał kilku nagrań, które ostatecznie, choć w zupełnie innych wersji, trafiły na omawiany dzisiaj longplay „Wojna światów – następne stulecie” (1982). Jak widać, Skrzek potrafił ciągnąć kilka srok za ogon i, co najważniejsze, w przeciwieństwie do wielu innych artystów, niemal zawsze udawało mu się doprowadzić rozpoczęty projekt do końca. A nawet jeśli nie – vide projektowane, ale ostatecznie niewydane w swoim czasie albumy „Na 1013 kilometrze” (nagrania z lat 1978-1979) czy „Singer” (lato-jesień 1980) – to najczęściej, chociaż nie zawsze, przeradzał się on w coś innego. W każdym razie stworzone kompozycje zazwyczaj nie marnowały się.
W 1979 roku, przy okazji realizacji „Golema” – kinowego debiutu Piotra Szulkina (1950-2018) – doszło do pierwszej kompozytorskiej współpracy Józefa Skrzeka z tym reżyserem. Aczkolwiek panowie znali się już wcześniej: w latach 1974-1975 Szulkin nakręcił bowiem dwa krótkie filmy poświęcone triu ze Śląska: „Przed kamerą SBB” (była to jego półgodzinna praca dyplomowa) oraz dziesięciominutowy „Zespół SBB”. Co ciekawe, w „Golemie” Skrzek pojawia się również jako aktor, wcielając się – na pewno będziecie zaskoczeni – w… muzyka. Podobną rolę – lidera zespołu The Instant Glue – reżyser zarezerwował dla niego w „Wojnie światów – następnym pokoleniu”, do której Józef miał stworzyć całą ścieżkę dźwiękową. Jak się potem okazało, w finalnej wersji filmu pojawiło się jej niewiele, ale za to kilka miesięcy przed premierą obrazu światło dzienne ujrzał wydany przez Polskie Nagrania longplay.
Materiał zarejestrowano w styczniu 1981 roku w warszawskim studiu Polskich Nagrań, a uczynił to zespół, który Skrzek musiał sformować w tempie ekspresowym po tym, jak dwa miesiące wcześniej rozwiązał SBB. Sięgnął z jednej strony po muzyków dobrze już sobie znanych, jak chociażby grającego na saksofonach sopranowym i tenorowym Tomasza Szukalskiego (wcześniej współpracował on z SBB) i swojego młodszego brata Jana, harmonijkarza, ale obok nich pojawili się również „debiutanci”: związany między innymi z Irjanem gitarzysta Robert Gola (Golla), udzielający się niegdyś w Bractwie Kurkowym i Krzaku perkusista Janusz Ziomber oraz perkusjonista Hubert Rutkowski, wiele lat wcześniej grający w bigbitowych Czterech i Pesymistach. I ten skład w ciągu zaledwie kilku tygodni musiał przygotować się do wejścia do studia nagraniowego. Czy w tym kontekście można dziwić się, że „Wojna światów – następne pokolenie” to longplay stylistycznie rozchodzący się na wszystkie możliwe strony świata?
Owszem, nie brakuje na nim utworów ciekawych, ale są też i takie, które gdyby nigdy nie ujrzały światła dziennego, nikt nie mógłby czuć się z tego powodu urażony. Choć całkiem możliwe, że w innym otoczeniu sprawdziłyby się dużo lepiej. Swoją drogą, jeżeli taki właśnie materiał dostał Piotr Szulkin – trochę go rozumiem, że wykorzystał w ścieżce dźwiękowej obrazu tak niewiele. W przypadku większości utworów to po prostu nie jest „muzyka filmowa” – i stwierdzenie to wcale nie uważam za wartościujące. Tak naprawdę na ekranie miały szansę sprawdzić się w stu procentach tylko dwa instrumentalne numery – otwierający i zamykający stronę A wydania winylowego „The War of the Worlds” oraz „Wojna światów”. Oba są tematycznie ze sobą powiązane, w obu dominują zgrzytliwe syntezatory, obu też nie brakuje progresywno-hardrockowej dynamiki (w pierwszym przypadku podkręconej jeszcze za sprawą perkusjonaliów Rutkowskiego). Podobnie zresztą jak w „Porno Magazin” (względnie „Porno Magazine”, bo tak wydrukowano na oryginalnym labelu z 1982 roku) i „Interception”, choć tu sporo robi zadziorna rockowa gitara Roberta Goli (Golli).
Fot. ze strony FB Roberta Golli
Fot. ze strony FB Roberta Golli
Kompozycje ostrzejsze przeplatane są nastrojowo-subtelnymi. I tak: po „The War of the Worlds” pojawia się leniwie snująca się ballada „Dla Aliny” (z klimatycznym saksofonem Szukalskiego), po „Porno Magazin” – „Szakal” (w całości oparty na brzmieniach syntezatorów i saksofonu – nomen omen – „Szakala”, bo taką właśnie ksywkę miał w środowisku jazzowym muzyk), po „Interception” – przypominający melodią piosenkę świąteczną „Nieznany list”, w którym wiersz Tadeusza Różewicza Józef Skrzek zaśpiewał jedynie przy akompaniamencie fortepianu, syntezatorów i gitary basowej, na której zresztą sam zagrał. Strona B wydawnictwa prezentuje się ciekawiej. Po hardrockowym „65th St. Sermon” (z wyraziście pulsującą, niemal funkową sekcją rytmiczną) rozbrzmiewa piękna ballada „Fade Away”, w której wokaliście i pianiście w jednym towarzyszą jeszcze tylko dwaj muzycy: Robert Gola (Golla) – tym razem na gitarze akustycznej oraz Jan Skrzek na harmonijce ustnej.
Najmocniejszym punktem albumu jest z kolei utrzymany w klimacie SBB „Wonderful Sky-Ride”, w którym po mocnej hardrockowej introdukcji (z dodatkiem saksofonu) następuje wyciszenie, z którego wyłania się delikatny śpiew Skrzeka na tle gitary akustycznej. Pierwsze skojarzenie jest oczywiste: czuć w tym silne inspiracje progresywno-popowymi piosenkami Brytyjczyka Steve’a Harleya i jego zespołu Cockney Rebel. W dalszej części, w zasadzie aż do końca utworu, te dwa wątki przenikają się nawzajem: raz jest ostro (z patetycznym progresywnym rozmachem), to znów lirycznie (z gitarą akustyczną i fortepianem). W zamykającym oryginalny longplay „The Gig” muzycy pozwalają sobie na przejażdżkę po różnych stylach: od rocka, poprzez pop (vide „pościelowa” partia saksofonu Szukalskiego), funk (Józef Skrzek klangujący na basie), aż po bluesa (harmonijka ustna Jana Skrzeka). Pamiętam doskonale, jaką konsternację wywoływało czterdzieści lat temu takie właśnie zwieńczenie płyty. I do dzisiaj aż tak bardzo to się nie zmieniło.
Fot. ze strony FB Roberta Golli
Fot. ze strony FB Roberta Golli
W przeciwieństwie do omawianej w tej rubryce przed trzema tygodniami nowej reedycji „Ojca chrzestnego Dominika”, na GAD-owskiej wersji „Wojny światów – następne pokolenie” nie brakuje interesujących i, co najistotniejsze, wcześniej niepublikowanych dodatków. Jak na przykład nagrany przez Skrzeka solo „Wielki świat”, będący być może jedyną pozostałością, ale głowy za to nie daję, po niezrealizowanym musicalu. Utwór pochodzi z grudnia 1980 roku, co oznacza, że został nagrany pod koniec pracy nad „Józefiną”. To, trochę jak „The Gig”, zbitka różnych gatunków: po progresywnym syntezatorowym wstępie, pojawia się piosenkowa melodia, która prowadzi do energetycznego finału w stylu „The War of the Worlds”. Sześć kolejnych bonusów ma zdecydowanie większą wartość. Są to pierwotne wersje kompozycji, jakie nowa już formacja Skrzeka nagra w styczniu 1981 na potrzeby filmu Piotra Szulkina. Te warianty powstały w Opolu kilka miesięcy wcześniej (w lipcu i sierpniu 1980 roku), a w ich nagraniu wspomogli Józefa koledzy z istniejącego jeszcze wtedy SBB: gitarzysta Sławomir Piwowar (który zaistniał na albumie „Memento z banalnym tryptykiem”) oraz perkusista Jerzy Piotrowski. W czterech numerach można również usłyszeć saksofon Szukalskiego.
Zachęcam do ich uważnej „lektury”, ponieważ część z nich różni się zasadniczo od wersji ostatecznych. Niektóre wypadają lepiej, inne gorzej (w tym przypadku łatwo zrozumieć, dlaczego ewoluowały). W „Interception” nie brakuje na przykład funkowego groove’u, a motyw przewodni ma nawet potencjał przebojowy. „Porno Magazin” zaczyna się od wtrętów… country’owych, potem nabiera rockowego rozpędu, by w części drugiej zaskoczyć partią harmonijki ustnej (w opisie płyty brak informacji, kto na niej zagrał, ale chyba można założyć, że tym razem był to raczej Józef, nie Jan). Nieco delikatniej wypada „65th St. Sermon”, którego ozdobą na pewno jest solówka gitarowa Piwowara. Zupełnie inaczej brzmi pełna, pięciominutowa wersja „Fade Away” z rockowym wstępem i codą, które później Skrzek usunął, pozostawiając jedynie balladową część środkową (tu z dorzuconymi do fortepianu syntezatorami). Słabiej prezentuje się natomiast „Wonderful Sky-Ride” – mniej w nim progresu, więcej popu, a rockowo robi się dopiero pod koniec. W „The Gig” z kolei blues miesza się z jazzem. Szukalski wreszcie może być sobą, zwłaszcza w ostatnich sekundach, kiedy improwizując, nakłada na siebie ścieżki obu saksofonów – tenorowego i sopranowego.
Jeżeli ktoś posiada wcześniejsze wersje tego albumu i zastanawia się, czy warto zaopatrzyć się w tę najnowszą – odpowiadam: tak, przede wszystkim dla wspomnianych przeze mnie bonusów!
koniec
4 lutego 2023
Skład:
Józef Skrzek – śpiew, gitara basowa, fortepian, fortepian elektryczny, syntezatory, harmonijka ustna (14), muzyka
Robert Gola (Golla) – gitara elektryczna, gitara akustyczna (9,10)
Tomasz Szukalski – saksofony sopranowy i tenorowy (2,4,5,10,11)
Janusz Ziomber – perkusja

gościnnie:
Hubert Rutkowski – instrumenty perkusyjne (1,10)
Jan ’Kyks’ Skrzek – harmonijka ustna (9,11)

oraz
Sławomir Piwowar – gitara elektryczna (13-18)
Jerzy Piotrowski – perkusja (13-18)
Tomasz Szukalski – saksofony sopranowy i tenorowy (15-18)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie taki krautrock straszny: Trochę Afryki, trochę Karaibów
Sebastian Chosiński

17 VI 2024

Na wydanym w 1977 roku albumie „Saw Delight” skład Can został poszerzony do sekstetu. Uzupełnili go bowiem dwaj instrumentaliści (rodem z Jamajki i Ghany), którzy nie tak dawno przewinęli się przez brytyjską formację Traffic. Nie wpłynęło to jednak na uczynienie jej muzyki progresywną czy jazzrockową, stała się za to dużo bardziej etniczna. Co w paru utworach przyniosło całkiem sympatyczny efekt.

więcej »

Non omnis moriar: Neurotyczny pies wymaga szczególnej uwagi
Sebastian Chosiński

15 VI 2024

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj kolejne wczesne nagrania wibrafonisty Karela Velebnego (który tym razem jednak nie zagrał na wibrafonie ani jednej nuty) i jego formacji SHQ.

więcej »

Nie taki krautrock straszny: Oooodlicz: Eins, zwei, drei, vier!
Sebastian Chosiński

10 VI 2024

Od 1974 roku zespół Can zaczął przechodzić powolną metamorfozę. Muzyka niemieckiej formacji stawała się coraz prostsza, mniej eksperymentalna, bardziej komercyjna. Znajdowało to swoje odzwierciedlenie, choć z nieco opóźnioną reakcją, również podczas koncertów. Porównując chociażby „Live in Brighton 1975” z późniejszym o niespełna rok „Live in Cuxhaven 1976” można przeżyć mały szok.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Neurotyczny pies wymaga szczególnej uwagi
— Sebastian Chosiński

Wielebny Karel i jego przyjaciele
— Sebastian Chosiński

Gdyby Corea urodził się w Słowacji…
— Sebastian Chosiński

„Praska Wiosna”, praska jesień
— Sebastian Chosiński

Płyń, Pavel, płyń!
— Sebastian Chosiński

Jak to jest płynąć „trzecim nurtem”…
— Sebastian Chosiński

Siła jazzowych orkiestr
— Sebastian Chosiński

Brom w wersji fusion
— Sebastian Chosiński

Praga pachnąca kanadyjską żywicą
— Sebastian Chosiński

Znad Rubikonu do Aszchabadu
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Biblia i Wszechświat
— Sebastian Chosiński

Dwupak tematyczny: Elektroniczne peregrynacje
— Sebastian Chosiński

Niebo gwiaździste nad nami
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Nowe oblicze klasyki
— Sebastian Chosiński

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.